ilustracja

Autor rysunku: Olga Janocha

Pod koniec lat 90. Katherine Sharpe wyprowadziła się z rodzinnego domu, by rozpocząć studia. Zmianom towarzyszyły problemy miłosne, nagła tęsknota za domem i lęki – zestaw  bolączek dosyć topowy dla tego okresu (jak obecnie, z dystansem, twierdzi sama Sharpe[1]). Rozwiązaniem miała okazać się recepta na Zoloft[2], z którą opuściła gabinet po rutynowej dwudziestominutowej wizycie w studenckiej przychodni. Stosowanie antydepresantów nie stanowiło wówczas tematu niezobowiązujących rozmów, zatem Sharpe samodzielnie starała się oswoić nową sytuację. Przyzwyczaiła się do postrzegania siebie jako chorej i, zgodnie z zaleceniami, przyjmowała leki, które poprzez regulacje poziomu serotoniny miały przywrócić jej dobry nastrój. Kiedy pewnego wieczoru rozmowa w gronie koleżanek potoczyła się ku antydepresantom okazało się, że każda z dziewcząt ma, lub miała z nimi do czynienia. Innymi słowy: wśród najbliższych znajomych Katherine rzekomo nie było nikogo w pełni zdrowego psychicznie. Zdumienie wywołane tym odkryciem po latach przybrało kształt książki[3]. Wydane w czerwcu 2012 Coming of Age on Zoloft: How Antidepressants Cheered Us Up, Let Us Down, and Changed Who We Are to krytyczny głos pacjenta w dyskusji nad niepokojącym wzrostem zażywania antydepresantów przez Amerykanów. Sharpe, bazując nie tylko na własnym doświadczeniu, przedstawia rosnące zażywanie środków przeciwdepresyjnych jako szerszy, generacyjny problem, który obecnie tylko się pogłębia.

Głos Katherine Sharpe splata się z opiniami ekspertów w żywej dyskusji, która zyskała na sile, gdy przypuszczenia przybrały formę obiektywnych danych zawartych w raporcie[4] sporządzonym przez CDC (Centrum Kontroli Chorób) i opublikowanym w październiku 2011 roku. Zgrabnego podsumowania raportu dokonał Allen Francis w  artykule Antidepressant Use Has Gone Crazy: Bad News From the CDC z 28 października 2011[5]. Badania CDC dowodzą przede wszystkim, że liczba osób stosujących antydepresanty stale rośnie, osiągnąwszy niepokojącą wartość 11% obywateli USA. Środki przeciwdepresyjne wymienia się obecnie jako trzecie spośród najczęściej przepisywanych leków w ogóle, a w grupie wiekowej 18-44 lata – jako pierwsze. W ciągu 15 lat użycie antydepresantów wzrosło o 400%. Dodatkowo, bardzo często leczeniu farmakologicznemu poddawane są niewłaściwe osoby. Zaledwie 1/3 rzeczywiście cierpiących na depresję stosuje odpowiednie leki, podczas gdy pozostali zażywają je bez wyraźnej potrzeby. Wielu ludzi stosuje środki psychoaktywne na zasadzie placebo, tylko na tym tracąc: płacą za leki, pozostając obojętnymi na ich główny aktywny składnik i doświadczają jednocześnie wielu skutków ubocznych. Frances zwraca również uwagę, że wielu pacjentów prawdopodobnie poddawanych jest zbyt długiej kuracji. Zgodnie z danymi przedstawionymi w raporcie odpowiednio ponad 60% badanych zażywa antydepresanty przez więcej niż 2 lata i 14% – przez więcej niż 10 lat. Nie neguje faktu, że w  przypadkach ciężkiej depresji długotrwała terapia jest nieodzowna, jednak gdy objawy są delikatne lub choroba rzeczywiście nie istnieje, oznacza to tylko sztuczne przedłużanie stosowania leków o iluzorycznym działaniu. Podsumowując negatywne zjawiska ujawnione w raporcie, Frances zwraca uwagę, że recepty niekiedy wypisywane są przesadnie swobodnie. Mniej niż 1/3 stosujących antydepresanty w minionym roku zasięgnęła opinii psychiatry. Większość recept pochodzi od lekarzy pierwszego kontaktu z zaledwie podstawową wiedzą w zakresie leczenia psychiatrycznego i działających pod wpływem koncernów farmaceutycznych.

Eksperckiej opinii Allana Francesa pikanterii dodaje fakt, że sam w pewnym sensie ponosi odpowiedzialność za status quo. Próby zdefiniowania psychiatrii na nowo i odejścia od freudyzmu (jak wskazuje Marcia Angell[6] w ślad za Robertem Whitakerem[7]) zapoczątkowały wprowadzenie na rynek pierwszych leków psychoaktywnych w latach 50. Stopniowo pojawiające się leki oryginalnie nie miały służyć leczeniu chorób psychicznych, opracowano je jako środki leczące infekcje i dopiero wtedy zauważono, iż zmieniają stan psychiczny pacjentów. Na początku nikt nie miał pojęcia, w jaki sposób działają. (…) W ciągu następnych 10 lat naukowcy odkryli, że leki te, a także ich nowsze odpowiedniki, oddziałują na niektóre związki chemiczne w mózgu[8]. Opierając się na tych odkryciach opracowano hipotezę, w myśl której choroby psychiczne to efekt zaburzenia równowagi chemicznej w mózgu. Nowa teoria była w stanie nadać blasku psychiatrii na kolejne dwie dekady. Kiedy w latach 70. zdano sobie sprawę ze skutków ubocznych zażywania leków, a ruch antypsychiatrii zyskiwał na wyrazie, posługując się tak sugestywnymi obrazami jak ekranizacja Lotu nad kukułczym gniazdem, Amerykańskie Towarzystwo Psychiatryczne podjęło próbę stworzenia kolejnej, trzeciej już klasyfikacji zaburzeń psychicznych, tzw. DSM-III, która zgodnie z przewidywaniami prezesa Towarzystwa, Jacka Weinbera, miała rozwiać wszelkie wątpliwości co do tego, czy psychiatria jest czy nie jest gałęzią medycyny[9]. DSM-III opublikowane w 1980 roku  zawierało kryteria dla 265 zaburzeń (poprzednie – dla 182, nastąpił zatem znaczny wzrost liczby jednostek chorobowych). Co ważne, nowa wersja klasyfikacji zaburzeń stała się punktem odniesienia nie tylko dla samych psychiatrów – zaczęli z niej korzystać przedstawiciele innych specjalizacji medycznych, firmy ubezpieczeniowe, sądy, szpitale, więzienia, szkoły i agencje rządowe. Jak argumentuje Marcia Angell[10], poza umożliwieniem stawiania obiektywnych diagnoz, nowe opracowanie miało uzasadnić stosowanie leków psychiatrycznych w coraz większej liczbie przypadków uznanych za choroby psychiczne. W kolejnym epizodzie tej historii jedną z głównych ról odegrał wspominany Allan Frances. DSM-IV opracowana przez zespół pod jego kierownictwem poszerzyła katalog o kolejne 100 typów zaburzeń, wyszczególniając ich już 365. Daniel Carlat[11] zauważa, że z każdym kolejnym wydaniem liczba kategorii diagnostycznych rośnie, a DSM robi się coraz grubsza i droższa. Każda kolejna edycja jest dla Amerykańskiego Towarzystwa Psychiatrycznego bestsellerem i do dziś stała się jednym z głównych źródeł dochodu tej organizacji. Ta biblia psychiatrii, pozbawiona odniesień do innych publikacji naukowych sprzedała się w milionach egzemplarzy i do dziś stanowi jedno z głównych źródeł dochodu Towarzystwa.

W 1999 roku Amerykańskie Towarzystwo Psychiatryczne rozpoczęło prace nad DSM-V, którego publikację planuje się na rok 2013. Nowa klasyfikacja będzie kontynuacją powyższych trendów, co pozwala przypuszczać, że okaże się jeszcze obszerniejsza, ponieważ kryteria diagnostyczne zostaną poszerzone. Rozważa się propozycję sklasyfikowania nowych zaburzeń tj. „zaburzenie nadpobudliwości seksualnej”, czy „zespół gwałtownego objadania się”.[12] Wobec takiego obrotu spraw krytycznie wypowiedział się nawet wspomniany Allen Frances – DSM-V będzie żyłą złota dla przemysłu farmaceutycznego, za co wysoką cenę zapłacą niesłusznie zdiagnozowani pacjenci złapani w zbyt szeroko zastawione sieci DSM-V[13]. Zespół pracujący nad klasyfikacją broni się mówiąc, że nieleczone zaburzenia, na które cierpi do 50% pacjentów mogą mieć poważne. Nie wspomina natomiast wprost o swojej współpracy z przemysłem farmaceutycznym.[14]

Jak słusznie argumentuje Allen Frances, zjawisko nadużywania antydepresantów zbiegło się w czasie z uzyskaniem przez koncerny farmaceutyczne od władz federalnych przyzwolenia na docieranie z reklamami leków na receptę bezpośrednio do klientów[15]. Leki przeciwdepresyjne ze stron czasopism branżowych trafiły zatem do telewizji czy Time’a[AM1] , a przy pomocy specjalistów z Madison Avenue szybko stały się obiektem pożądania. Narracja stosowana w reklamach antydepresantów zarówno w odniesieniu do lekarzy, jak i potencjalnych „pacjentów-klientów” bazuje na lęku wynikającym z niemożliwości sprostania stawianym im wymaganiom. Lekarze boją się, że nie zdołają pomóc swoim pacjentom; zwykli ludzie (w materiałach reklamowych zdecydowanie najczęściej pojawiają się kobiety[16]) – że przez swój stan mogą zawieść swoich najbliższych. Leki, które mają m.in. pomóc w łagodzeniu lęku, za pośrednictwem reklamy dodatkowo go potęgują. Co więcej, kampanie medialne utrwalają przekonanie (z którym wielu ekspertów obecnie nie może się zgodzić), że depresja jest wynikiem nierównowagi chemicznej w mózgu i nie ma podłoża charakterologicznego. Tym samym pacjentów czyni się niemal bezbronnymi i zdanymi na leki, pozbawionymi mocy sprawczej.

Koncerny farmaceutyczne prowadzą zatem dwutorową ofensywę. Wspierani przez nie eksperci systematycznie pracują nad rozszerzaniem definicji zaburzeń psychicznych, a kampanie reklamowe budzą w ludziach potrzebę stosowania antydepresantów. Szczególny status psychiatrów w kalkulacjach producentów leków tłumaczy się faktem, że ich dziedzina z jednej strony coraz silniej opiera się na lekach, z drugiej – jest stosunkowo mało obiektywna, a definicje schorzeń można poszerzać i reinterpretować. O kulisach współpracy z rozbrajającą szczerością opowiada z perspektywy pozbawionego złudzeń insidera Daniel Carlat[17]. Z prozaicznych przyczyn zastępuje się rozmowę z pacjentem odpowiednią receptą – jest to dla psychiatrów po prostu opłacalne. Dzięki ekspresowej analizie opartej na dopasowaniu objawów do jednostek chorobowych opisanych w DSM, lekarz jest w stanie pomnożyć swoje zyski i dodatkowo wytworzyć aurę doskonałego zrozumienia dla problemu chorego. Oczywiście przy tak nieostrych kryteriach pacjentom można postawić zazwyczaj więcej niż jedną diagnozę, ale i na to jest metoda: celujemy lekami w poszczególne objawy, a skutki uboczne leczymy za pomocą dodatkowych medykamentów. W przeważającym stopniu nasz wybór leków jest subiektywny, a nawet przypadkowy. Twój psychiatra może być dziś w nastroju na Lexapro, ponieważ właśnie odwiedziła go atrakcyjna przedstawicielka handlowa producenta tego leku. (…) I taka jest właśnie nowoczesna psychofarmakologia. Kieruje się wyłącznie objawami, bez rzeczywistej wiedzy na temat tego, co próbujemy wyleczyć lub jak działają leki. Nie mogę wyjść ze zdumienia, że dla tak wielu pacjentów okazujemy się tacy skuteczni[18].

Według niektórych obserwatorów firmy farmaceutyczne w swoim działaniu upodabniają się do handlarzy narkotykami, mając nad nimi oczywistą przewagę – ich produkt jest legalny. Oferują ludziom (coraz częściej dzieciom) leki psychoaktywne,  początkowo udostępniane za darmo jako próbki dystrybuowane wśród psychiatrów. Środki te na krótką metę poprawiają samopoczucie pacjentów, jednak w dłuższej pespektywie nie tylko pogarszają ich stan, ale również silnie uzależniają. Próba rezygnacji skutkuje „syndromem odstawienia”. Stąd zapewne panujący w branży pogląd, że osoby raz poddane terapii lekami psychoaktywnymi, prędzej czy później wrócą do psychiatry. Tym większy niepokój wynikający z faktu, że producenci w ostatnich latach celują także w dzieci, z biznesowego punktu widzenia stanowiące niezwykle wartościową grupę docelową. Wywołanie silnego uzależnienia u „pacjentów” już w wieku dziecięcym gwarantuje pewną sprzedaż i lojalnego klienta na długie lata. Raz uzależnieni nie są wstanie uwolnić się od przyjmowania używek, bez względu na skutki uboczne. W tym ujęciu aktywność psychiatrów, skoncentrowanych głównie na przepisywaniu psychotropów, można postrzegać rzeczywiście jak działania dealerów narkotyków. Trzeba jednocześnie pamiętać, że prawo w USA niemal zawsze opowiada się po stronie kartelów psychofarmaceutycznych. Rodziców, którzy nie zgadzają się z opinią i zaleceniami psychiatry, oskarża się często o zaniedbywanie „potrzeb medycznych dziecka”, co może skutkować nawet ograniczeniem ich praw rodzicielskich. Pozycja producentów jest tak silna, że nawet postulowany przez Francesa[19] powrót do zakazu bezpośredniego reklamowania leków na receptę nie jest w stanie zmniejszyć skali stosowania leków psychoaktywnych.

W grudniu 2006 roku w małej miejscowości niedaleko Bostonu zmarła czteroletnia Rebecca Riley. Dziewczynka przyjmowała Klonidynę i Depakote, które wcześniej zostały przepisane by leczyć ADHD i zaburzenia dwubiegunowe u dwuletniego wówczas dziecka. Poważne dolegliwości zdiagnozowane u dziewczynki niwelowano przy pomocy środków z założenia służących obniżaniu ciśnienia krwi i przeciwdziałaniu padaczce; żaden z nich nie był odpowiedni dla jej wieku[20]. Matka Rebecki zwróciła się do psychiatry, ponieważ nie mogła poradzić sobie z ruchliwością dziecka i problemami z zasypianiem. Przeszło jej przez myśl, że tego typu zachowania mogą być czymś typowym u dwulatki, jednak psychiatra rozwiał wszelkie wątpliwości wręczając Carolyn Riley receptę dla córki[21]. W dniu śmierci Rebecce podano dodatkowe pół tabletki Klonidyny, ponieważ czterolatka miała problemy z zaśnięciem około godziny 18. Rileyowie zostali uznani winnymi śmierci córki i skazani prawomocnym wyrokiem sądu. Sztuczne rozszerzanie spektrum aberracji i dopasowywanie do każdej z nich leków okazało się fatalne w skutkach. Usilne próby pozbawienia zaburzeń psychicznych nimbu tajemniczości i nadania im naukowego sznytu przez lekarzy hojnie wspomaganych przez koncerny farmaceutyczne doprowadziło do absurdalnej sytuacji i, póki co, nic nie zapowiada zmiany na lepsze.

 Autor: Olga Janocha

Przypisy:


[2] Zoloft to handlowa nazwa sertraliny, organicznego związku chemicznego, leku przeciwdepresyjnego nowej generacji o działaniu antylękowym i przeciwdepresyjnym.

[3] David Dobbs, Groving Up on Zoloft – Talking Drugs, Depression, And Identity With Katherine Sharpe, http://www.wired.co m/wiredscience/2012/06/growing-up-on-zoloft-talking-drugs-depression-and-identity-with-katherine-sharpe/ (9.04.2013)

[4] Laura A. Pratt, Ph.D.; Debra J. Brody, M.P.H.; and Qiuping Gu, M.D., Ph.D, Antidepressant Use in Persons Aged 12 and Over: United States, 2005–2008, http://www.cdc.gov/nchs/data/databriefs/db76.pdf (10.04.2013)

[5] Allen Frances, Antidepressant Use Has Gone Crazy: Bad News From the CDC, http://www.psychiatrictimes. com/blog/couchincrisis/content/article/10168/1979603 (11.04.2013)

[6] Marcia Angell, The Epidemic of Mental Illness: Why? http://www.nybooks.com/articles/archives/2011/ jun/23/epidemic-mental-illness-why/ (11.04.2013)

[7] Robert Whitaker, Anatomy of an Epidemic: Magic Bullets, Psychiatric Drugs, and the Astonishing Rise of Mental Illness in America, Crown, 2010. (Anatomia epidemii: cudowne środki, leki psychiatryczne i zadziwiający wzrost liczby chorych psychicznie w Ameryce)

[8] Marcia Angell, The Epidemic of Mental Illness: Why? http://www.nybooks.com/articles/archives/2011/ jun/23/epidemic-mental-illness-why/ (11.04.2013)

[9] Mateusz Rolik, Naród na prochach, cz. 2, http://nowadebata.pl/2011/09/24/narod-na-prochach-cz-2/ (10.04.2013)

[10] Marcia Angell, The Illusions of Psychiatry, http://www.nybooks.com/articles/archives/2011/jul/14/illusions-of-psychiatry/ (11.04.2013)

[11] Daniel Carlat, Unhinged: Trouble with Psychiatry – A Doctor’s Revelations about a Profession in Crisis (Stuknięci: kłopoty z psychiatrią – wyznania lekarza na temat profesji w kryzysie)

[12] Marcia Angell, The Illusions of Psychiatry, http://www.nybooks.com/articles/archives/2011/jul/14/illusions-of-psychiatry/ (11.04.2013)

[13] Allen Frances, A Warning Sign on the Road to DSM-V: Beware of Its Unintended Consequences, http://www.psychiatrictimes.com/display/article/10168/1425378 (12.04.2013)

[14] ibidem

[15] Allen Frances, Antidepressant Use Has Gone Crazy: Bad News From the CDC, http://www.psychiatrictimes. com/blog/couchincrisis/content/article/10168/1979603 (11.04.2013)

[16] Katherine Sharpe, Bad Mothers and Single Women: A Look Back at Antidepressants Advertisments, http://www.huffingtonpost.com/katherine-sharpe/antidepressant-advertising_b_1586830.html#s107322

2&title=A_unique_structure

[17] Daniel Carlat, Unhinged: Trouble with Psychiatry – A Doctor’s Revelations about a Profession in Crisis (Stuknięci: kłopoty z psychiatrią – wyznania lekarza na temat profesji w kryzysie)

[18] ibidem

[19] Allen Frances, Antidepressant Use Has Gone Crazy: Bad News From the CDC, http://www.psychiatrictimes. com/blog/couchincrisis/content/article/10168/1979603 (11.04.2013)

[20] Marcia Angell, The Illusions of Psychiatry, http://www.nybooks.com/articles/archives/2011/jul/14/illusions-of-psychiatry/ (11.04.2013)

[21] CBSNews, What Killed Rebecca Riley, http://www.cbsnews.com/8301-18560_162-3308525.html