Wolność słowa i demokracja – pojęcia nierozłączne niczym bliźniaki syjamskie. Wydawać by się mogło, że jedno nie może istnieć bez drugiego, ponieważ prawo do głośnego wyrażania własnych poglądów to fundament ustroju demokratycznego i tu pojawia się pytanie – dlaczego w takim razie w tak wielu krajach, których rządy deklarują się do bycia przedstawicielami ludzi, nikt nie chce owych ludzi słuchać? Spośród wielu przypadków łamania przez poszczególne państwa prawa człowieka do wolności słowa, wybrałam Meksyk, w którym usta obywateli zamykane są szczególnie brutalnie. Co jest  tej sytuacji najdziwniejsze? To, że ręce odpowiedzialne za te zbrodnie nie należą bynajmniej do przeciętnych rzezimieszków, a do przywódców kraju, wysokich urzędników oraz policjantów.

            Meksyk – kraj podziałów. Z jednej strony piękne, słoneczne państwo o bogatej kulturze, przyciągające turystów jak magnes, a z drugiej – skorumpowana mekka karteli narkotykowych, przemytników i zabójców[1]. Przemoc nie wzięła się rzecz jasna znikąd. Ponad 60% obywateli państwa żyje za mniej niż 3 dolary dziennie, a długotrwałe pogrążenie w biedzie i wysokie bezrobocie skłania (zwłaszcza młodych ludzi) do poszukiwania innych, „mniej legalnych” źródeł zarobku w tak zwanej szarej strefie[2] lub poprzez zaangażowanie się w działalność przestępczą. Co w tej sytuacji robią władze państwowe? Mimo ogłoszonej w 2006 roku przez ówczesnego prezydenta, Felipe Calderona wojny z kartelami narkotykowymi w celu m.in. ograniczenia przemocy, sytuacja uległa pogorszeniu[3]. Z pewnością nie pomógł też powrót w 2012 skostniałej i mającej autorytarne tradycje Partii Rewolucyjno-Instytucjonalnej, która po 12 latach przerwy po raz kolejny przejęła władzę. Partia ta (podobnie jak meksykańska policja) znana ze swych historycznych powiązań z organizacjami przestępczymi, współcześnie także oskarżana jest o utrzymywanie koneksji z przemytnikami, na których działalność przymyka się oko w zamian za szereg korzyści, choćby materialnych. Doskonale świadczy o tym chociażby fakt, że założycielem pierwszego, wielkiego i legendarnego kartelu narkotykowego Guadalajara Cartel był Miguel Ángel Félix Gallardo – były funkcjonariusz meksykańskiej policji federalnej[4].

            Co w tej beznadziejnej sytuacji może zrobić meksykańskie społeczeństwo? Czy mają poddać się fali przemocy, załamać ręce, emigrować? Otóż pewna część obywateli Meksyku postanowiła walczyć – walczyć za pomocą pióra, uświadamiając współobywatelom oraz (co być może ważniejsze) reszcie świata skalę i zasięg problemu, który dotyka ich państwo,  licząc na jakiś odzew z zewnątrz[5] lub fundamentalne zmiany od wewnątrz. Ich droga do prawdy okazała się wyboista, a kroczenie nią – śmiertelnie niebezpieczne.

Regina Martinez Perez była dziennikarką magazynu „El Proceso”, który znany jest z otwartego pisania o wszelkich przejawach przemocy w kraju. W swych artykułach dziennikarka ukazywała stopień skorumpowania rządu, próbowała rozszyfrować siatkę wzajemnych zależności między urzędnikami, politykami i policjantami a grupami przestępczymi działającymi w Meksyku. Jej krytyka często była dotkliwa, miała jednak na celu przeciwstawienie się wszelkim niesprawiedliwościom, łamaniu praw człowieka oraz zaniku autorytetów w kraju. Niestety jej poświęcenie doprowadziło  do najgorszego. 28 kwietnia 2012 roku Martinez została znaleziona martwa w swoim domu w Xalapie, stolicy najniebezpieczniejszego dla dziennikarzy stanu w Meksyku – Veracruz. Rząd natychmiast wskazał winnego, a za przyczynę morderstwa uznał zwyczajny napad w celach rabunkowych, posługując się argumentem, że z mieszkania kobiety zniknął aparat i telefon komórkowy. Co ciekawe, wskazany przez władze winny od razu przyznał się do zamordowania dziennikarki, po czym parę dni później oświadczył, że podczas przesłuchania był torturowany, a wyznanie jego było wymuszone. Rząd odmówił przeprowadzania kolejnych dochodzeń, a podejrzany, Jorge Antonio Hernández Silva, skazany został na 38 lat i 60 dni więzienia. Nagłośniona sprawa zabójstwa Martinez zainteresowała wielu ludzi, którzy zaczęli domagać się przeprowadzenia uczciwego śledztwa lub wręcz robili to na własną rękę. Jednym z nich był inny dziennikarz „El Proceso”, Jorge Carrasco, który w wyniku swych dążeń do odkrycia prawdy o losie Reginy Martinez stał się obiektem zastraszania i gróźb. Z czyjej strony? – łatwo się domyślić.[6]

            Przypadek dziennikarki nie jest jedyny, a jednak stał się w ostatnim czasie chyba najsławniejszym symbolem nieposzanowania wolności słowa w Meksyku. Historii takich jak ta są dziesiątki. Niechlubnym rekordzistą w zakresie przemocy wymierzonej w media jest stan Veracruz w Meksyku, w którym od początku 2010 roku zamordowano 9 dziennikarzy, bloggerów lub innych działaczy medialnych, 2 – zaginęło, a wielu poddano różnorodnym technikom zastraszania, okaleczenia lub w inny sposób zmuszano do milczenia. Veronica Danell, korespondentka magazynu „Excelsior” i „Cadena Tres TV”  została na przykład zwolniona z pracy w „Mega Noticias” za swoje zbyt odważne słowa wypowiedziane na antenie na temat PRI oraz różnych osób uchodzących za autorytety w stanie Veracruz. Dziennikarka jest przekonana, że pracę straciła na polecenie rządu, co tylko potwierdza, że ów wschodni stan Meksyku słusznie zyskał swą niesławę.[7]

            Oczywiście nie jest to jedyny niebezpieczny region. W całym Meksyku od 2008 roku odnotowano aż 20 morderstw dokonanych na pracownikach mediów oraz 8 zaginięć. Zabójstwa mają zazwyczaj bardzo brutalny charakter, czego przykładem może być morderstwo dokonane na Jose Armando Rodriguezie Carreonie, który został zastrzelony w biały dzień  na oczach swej córki, którą właśnie odwoził samochodem do szkoły. Do tego dochodzi wprost niepoliczalna liczba gróźb i zastraszeń mających na celu zniechęcenie dziennikarzy do wtrącania się w brudne interesy rządu i policji oraz do indagowania środowisk przemytniczych. Zdarzały się również przypadki kasowania przez policję niewygodnych zdjęć zrobionych przez obecnych na miejscach akcji cywili.[8]

            Jak powstrzymać tę falę przemocy, coraz bujniej rozprzestrzeniającą się w skorumpowanym Meksyku? Państwo nie potrafi (bądź nie chce) odpowiedzieć na to pytanie skutecznie. Nowy prezydent, Enrique Peña Nieto, w swej kampanii wyborczej skupił się na rozwijaniu gospodarki, twierdząc, że redukując bezrobocie i biedę ograniczy także problemy wynikające z działalności grup przestępczych oraz zniweluje przemoc, jednym słowem zajmie się kłopotami u ich podstaw. Chwalebna ta koncepcja nie musi jednak wcale oznaczać poprawienia się sytuacji dziennikarzy w kraju, w którym kwitnie bezprawie, a wszelkie rządowe instytucje dawno już straciły autorytet. W tej sytuacji na pomoc przychodzą organizacje pozarządowe, a zwłaszcza międzynarodowe.

            International Federation of Journalists (IFJ, Międzynarodowa Federacja Dziennikarzy)[9]  jest największą i najstarszą organizacją stawiającą sobie za cel wywieranie przymusu na rządach krajów, by promowały sprawiedliwość społeczną i zapewniały mediom swobodę działania oraz należne im prawa. Stanowi ona wielkie oparcie dla dziennikarzy z całego świata. Do jej zadań należy monitorowanie sytuacji, a więc obserwacja poszczególnych krajów pod kątem traktowania pracowników gazet czy stacji telewizyjnych. Poza tym jednym z głównych zadań tej federacji jest pomoc tym, którzy podlegają zastraszaniu z powodu treści publikowanych artykułów, bądź wystąpień publicznych.

            Inną podobną organizacją jest Reporters Without Borders (Reporterzy Bez Granic)[10], która również zajmuje się promowaniem wolności słowa i pomaganiem dziennikarzom zniewolonym przez system, bądź zastraszanym przez organizacje przestępcze. Dodatkowo RWB prowadzi tzw. „czarną listę”, na której umieszcza dane wszystkich przeciwników wolności prasy, łącznie ze światowymi przywódcami. W sprawie Meksyku organizacja RWB zwracała się o pomoc do Stanów Zjednoczonych wysyłając m.in.  Open Letter bezpośrednio do prezydenta USA Baracka Obamy[11] z apelem o zwrócenie uwagi na problem wolnych mediów w Meksyku, wystosowując jednocześnie prośby o ułatwienie procesu udzielania azylu ofiarom przemocy, oraz o wywieranie nacisku na władze południowego sąsiada, by te zostały zmuszone do przeprowadzenia koniecznych reform.

            W Meksyku często jedynym sposobem na obronę przed pogwałceniem prawa do wolności słowa jest wyciągnięcie swojej sprawy  na światło dzienne, na przykład poprzez podanie do wiadomości publicznej informacji o otrzymywanych groźbach. Dziennikarze ratują się w ten sposób, ponieważ potencjalnym dręczycielom dużo trudniej jest nękać osobę rozpoznawalną publicznie. Dzieje się tak m.in. z powodu buntu, jaki mógłby wyniknąć w innych krajach na widok wyraźnej bezkarności i bezprawia. Pracownicy prasy zwracają się również do różnych organizacji lub krajów z prośbą o azyl, który dla wielu okazuje się jedynym gwarantem bezpiecznego i spokojnego życia przy jednoczesnym zachowaniu wolności wyrażania własnych myśli oraz przekonań

            Podsumowując, po raz kolejny okazuje się, że demokracja jest ustrojem wymagającym czasu i pracy nad nim, by mógł on funkcjonować prawidłowo. Nie wszystkie fundamentalne prawa człowieka (które są najważniejsze, bo wynikają z tego że jesteśmy ludźmi, a nie obywatelami![12]) są od razu przestrzegane w państwie o świeżo zmienionym systemie politycznym. Meksyk nie jest jedynym krajem, który boryka się z podobnymi problemami, np. państwa takie jak Irak, czy Somalia, wciąż utrzymują się w ścisłej czołówce , jeśli chodzi o przemoc w stosunku do dziennikarzy[13]. Pozostaje nam wierzyć w skuteczność działania organizacji międzynarodowych oraz przede wszystkim społeczeństwa obywatelskiego Meksyku oraz nie trwać w nieświadomości.

 

 Autor: Agata Szymula

 

Bibliografia:

 

 

Przypisy:


[1] Thibault Blin, „Meksyk: narkotyki, seks i przemoc zamiast demokracji” , http://www.cafebabel.pl/article/24124/meksyk-narkotyki-seks-i-przemoc-zamiast-demokracji.html

[2] Obracanie legalnymi towarami i usługami w sposób nielegalny – niezarejestrowany przez państwo, które z obrotu takiego nie czerpie żadnych zysków

[4] Patrick Corcoran „How Mexico’s Underworld become violent?”, http://www.insightcrime.org/news-analysis/how-mexicos-traffickers-became-violent

[5] Mówiąc “odzew”, mam na myśli ewentualne reakcje ludzi świadomych trudnej sytuacji panującej w Meksyku, np.  w postaci wywierania wpływu na rządy swoich państw (np. poprzez petycje czy demonstracje), by te reagowały, wywierając z kolei nacisk na rząd meksykański lub poprzez powstawanie organizacji mających na celu pomoc zastraszanym dziennikarzom.

[6] Andalusia Knoll, „One Year after the Murder of Journalist Regina Martínez: Violence and Impunity Reign”, http://upsidedownworld.org/main/mexico-archives-79/4267-one-year-after-the-murder-of-journalist-regina-martinez-violence-and-impunity-reign

[7] „VERACRUZ JOURNALIST REPORTED MISSING, PROCESO REPORTER GOES INTO HIDING”, http://en.rsf.org/mexico-two-cases-fuel-controversy-about-10-04-2013,44359.html

[8] ”Journalists targeted in Mexican drug violence”, http://www.youtube.com/watch?v=L86t5D7Lu4Q

[11] “BARBARISM AT YOUR GATES – WHO WILL END THE TORMENT OF MEXICO’S JOURNALISTS?”, http://en.rsf.org/united-states-barbarism-at-your-gates-who-will-02-05-2013,44531.html

[12] Prawa człowieka, to podstawowe prawa, których źródłem jest godność ludzka. Są one niezależne od niczego i nie można ich odebrać, w przeciwieństwie np. do praw obywatelskich, które przysługują nam tylko jeśli jesteśmy obywatelami danego kraju i spełniamy obowiązki należąca do nas, jako wykonawców tej roli.